Po grudniowym kursie Filipa

Ewangelizacyjny Kurs Filipa zawsze otwiera historia z Dziejów Apostolskich (Dz 8, 26–39), w której dworski urzędnik królowej etiopskiej wraca wozem z Jerozolimy do Gazy.
Wcześniej Filip za natchnieniem anioła zostaje wezwany do wyjścia w środku dnia na tę drogę. Następuje nietypowe spotkanie (w tym klimacie zapewne ani Filip, ani dworzanin nie spodziewali się spotkać kogokolwiek w pełnym słońcu na pustej drodze). Filip podchodzi do wozu Etiopa i słysząc czytane proroctwo Izajasza pyta dworzanina czy rozumie co czyta. Etiop szczerze odpowiada: „Jakże mogę rozumieć, jeśli mi nikt nie wyjaśni”.

Zdiagnozować swój aktualny stan – to wymaga odwagi.
Uznać że czegoś nie rozumiem – to wymaga pokory. Etiop szukał odpowiedzi w Słowie. Bezskutecznie.
Nie rozumiał.
Do czasu.
Skoro szukał, to czegoś mu brakowało, za czymś tęsknił.
Czy kogoś mi to przypomina?
Czy to nie ja jestem tym Etiopem?
Czy to nie ja potrzebuję Filipa?

Od tej historii zaczęliśmy w miniony weekend (9–11 grudnia) kolejny Kurs Filipa w parafii Matki Bożej Saletyńskiej w Krakowie. Prowadzącymi byli członkowie krakowskiej wspólnoty Szkoły Nowej Ewangelizacji św. Filipa oraz klerycy z Seminarium Duchownego Misjonarzy Saletynów. Ponieważ ten kurs był pierwszym organizowanym przez krakowską wspólnotę SNE samodzielnie, więc przygotowaniom towarzyszyły spore emocje. Uczestnicy i ekipa byli omadlani, a opiekunem duchowym kursu i jego aktywnym uczestnikiem był duszpasterz wspólnoty ks. Wojciech Bober MS.

W piątkowy wieczór ks. Wojciech wprowadził w kurs i zachęcał na otwarcie się na to, co Pan Bóg będzie w ten weekend mówił, na przekroczenie własnych oczekiwań i wyobrażeń związanych z tym kursem i sięgnięcie głębiej. Zapraszał do wytrwania pomimo przeszkód i przeżycia treści z Jezusem.

To Pan Bóg nas zaprosił, On wzbudził w nas pragnienie odkrycia miłości Bożej. Duszpasterz przekonywał, że żadna z naszych odpowiedzi na pytania Pana Boga w czasie kursu nie jest i nie będzie Panu Bogu obojętna.

 

fkurs-filipa-xwojciech

 

W kursie uczestniczyło ponad 30 osób. Były osoby w różnym wieku, stanie i zawodzie – studenci, pracujący, małżeństwa, siostra zakonna, postulanci, klerycy. Były osoby z terenu parafii, ale i z innych części Krakowa a także ze Śląska i Podkarpacia.

Nie ma dwóch takich samych kursów – treści są te same, ale przecież zmieniają się prowadzący i uczestnicy, każdy ze swoimi przeżyciami, ze swoją historią – kurs każdorazowo jest niepowtarzalny i wyjątkowy. Tym razem zmieniło się nawet miejsce – treści, świadectwa i dynamiki przeżywaliśmy w sali Jana Pawła II, animacje w sali obok, a do kawiarenki zaglądaliśmy w czasie przerw kawowych – tam już czekały na nas ciastka, kawa i pyszne kanapki przygotowane przez dziewczyny ze wspólnoty.

Kołatanie do drzwi, szelest Słowa, a na koniec mikser

Kurs był pełen Bożych niespodzianek. Pomimo wymaganej granicy wiekowej – 18 lat – uczestniczył z nami najmłodszy uczestnik w historii – 10-tygodniowe maleństwo jeszcze pod sercem mamy. Pan Bóg mówił dyskretnie, przez obraz, gest, pantomimy, ale mówił też głośno – przez Słowo, przez dzielenie się swoim życiem w rozmowach w czasie przerw.

Byliśmy świadkami nieprzewidzianych przez nas, ale zaplanowanych przez Pana sytuacji jak ta, gdy w czasie Eucharystii podczas cichego kazania nieznane nam dziecko chciało wejść do zamkniętej kaplicy, jak gdyby Pan Jezus chciał powiedzieć

„Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną”
(Ap 3, 20).

Było niewypowiedziane świadectwo jednego uczestnika, który po całodniowym kursie sobotnim poszedł do pracy na nocną zmianę a mimo to przyszedł jeszcze w niedzielę. I wiele innych znaków, które pozostaną tajemnicą serc.

Kurs to czas łaski i dla uczestników, i dla ekipy, jak przejmujący moment „pustyni” – modlitwy przeżywanej indywidualnie w ciszy, na wzór Jezusa przed podjęciem ważnych życiowych decyzji. Większą część kursu spędzaliśmy jednak razem. Były aktywności w grupkach, był czas wspólnej modlitwy Słowem, przedstawianie tematów przy pomocy dynamik, świadectw. W sobotę i niedzielę przeżywaliśmy z uczestnikami wspólnotowo Eucharystię. W czasie kursu była możliwość spowiedzi. Była też okazja do skorzystania z modlitwy wstawienniczej. Kurs Filipa to także śpiew, wielbienie, animacje. To szelest kartek Pisma Świętego w trakcie szukania fragmentów Słowa.

Kurs był darmowy, dobrowolne dary zostaną wykorzystane do zorganizowania kolejnych kursów czy innych akcji ewangelizacyjnych naszej wspólnoty. Bogu dziękujemy za hojność i niespodzianki. W zeszłym roku otrzymaliśmy po kursie własnoręcznie upieczone ciasto drożdżowe z życzeniami, by wspólnota wzrastała jak to ciasto. W tym roku po kursie otrzymaliśmy od uczestników – nieświadomych zeszłorocznego prezentu – talerze i mikser 🙂 Może to znak, że czas się bardziej zaangażować i wziąć do roboty – użyć mąki-modlitwy, drożdży-łaski, zarabiać ciasto poprzez formację wspólnotową i osobistą, użyć miksera i „zrobić raban”, wreszcie piec w ogniu Ducha Świętego! Prosimy o modlitwę za wspólnotę SNE i inne wspólnoty parafialne, abyśmy stawali się pysznym ciastem drożdżowym i żeby nie wyszedł zakalec :).

W czasie wieczornej niedzielnej Mszy św. przeżywanej we wspólnocie parafialnej o godz. 20.00 kapłan złożył na ołtarzu Pana intencję „o dobre owoce przeżytego Kursu Filipa dla uczestników i prowadzących”.

Otaczamy modlitwą tych, którzy nie mogli uczestniczyć w całości. Miłość Pana Boga przekracza granice kursu, pomieszczeń, czasu.
Miłość naszego Pana Jezusa przekracza wszelkie nasze problemy i granice.
Jesteśmy pewni, że

ani śmierć, ani życie, teraźniejszość, ani przyszłość, ani żadne inne stworzenie nie odłączy nas od Jego miłości!
(Rz 8, 38–39).

Czy kurs się udał?

Kurs Filipa zawsze się udaje, gdy się odbywa 🙂
Jeśli chcesz, jeśli pozwolisz poprowadzić się Bogu, to odkryjesz Jego miłość osobistą, bezwarunkową i darmową.
Bóg kocha nie dlatego, że my jesteśmy dobrzy, że kurs był dobrze „zrealizowany”, ale dlatego, że to Bóg jest dobry.
Bóg kocha mądrze, dlatego stawia ważne wymagające pytania, codziennie na nowo:
Czy pozwolę się Mu kochać? Czy uznaję, że jestem grzesznikiem? Czy przyjmuję zbawczą pomoc Jezusa?
Czy wyrzekam się wszystkiego, co mnie oddala od Jezusa?
Czy podejmuję decyzję o nawróceniu i uznaję Jezusa za Pana mojego życia?
Czy pragnę owoców Ducha Świętego?

Jezus może uczynić nieskończenie więcej, niż prosimy czy rozumiemy

Kurs Filipa może być wielką pomocą, ale przecież nie jest sakramentem, nie jest obowiązkowy, jest tylko i aż narzędziem do otwarcia prezentu jaki już dostaliśmy na chrzcie, w sakramencie bierzmowania, jaki codziennie możemy rozpakowywać w Słowie i Eucharystii. Kurs przez Słowo, gest, obraz, dźwięk, pobudza do osobistego zaangażowania. Jest narzędziem do odkrywania tego, czym pierwsi chrześcijanie żyli i za co często umierali – do odkrywania Zmartwychwstałego Jezusa, który żyje, który działa w Twoim życiu i zawsze – także teraz, gdy to czytasz – jest z Tobą blisko. Pozwól się kochać! 🙂

Statystyki uczestnictwa, a nawet świadectwa po kursie nie oddadzą w pełni tego, co działo i dzieje się teraz w sercu każdego uczestnika. To Jezus nam pozwolił przeżyć ten kurs, On
pozwolił by się odbył, On

„mocą działającą w nas może uczynić nieskończenie więcej, niż prosimy czy rozumiemy,
Jemu chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie po wszystkie pokolenia wieku wieków! Amen”

(Ef 3, 20).

Jeśli masz pytania, potrzebujesz modlitwy, chcesz uwielbiać z nami Jezusa albo zrodziła się w Twoim sercu myśl o napisaniu świadectwa działania Pana Boga w Twoim życiu,
napisz do nas: sne.filip.krakow@gmail.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *